Raskolnikow

Raskolnikow wziął siekierkę i zamyślił się głęboko
księżyc łypnął spoza chmury jak lichwiarki żółte oko
nie ma żartów z filozofią moja ty Pietrowna Zofio
gdy w bezsenne białe noce w głowie pająk się szamoce

Nieudacznik pijanica rżnął butelką że już pusta
w bruk rozprysły się kawałki jakby ktoś pokarał lustra
nocy durna, nocy chmurna, pędzi trojka w głowie zamęt
na złamanie karku tętent rozkołysał się firmament

nie ma żartów z filozofią moja ty Pietrowna Zofio
gdy w bezsenne białe noce w głowie pająk się szamoce
Raskolnikow wziął siekierkę i zamachnął się szeroko
i uderzył bez przymiarki w prawomyślny łeb lichwiarki