Andrzej Poniedzielski
Po raz pierwszy, tak zupełnie z bliska, poznałem Andrzeja w drugiej połowie lat osiemdziesiątych, kiedy to koncertował w cieniu Elżbiety Adamiak.
Miejscem tego nie do końca pamiętnego spotkania był klub "Docent" w akademiku olsztyńskiej WSP. Celowo napisałem, że to spotkanie nie do końca było pamiętne, bo
w tamtych czasach głowę miałem - by rzec, a nie skłamać - całkiem i nie do końca mocną.
Andrzej w 1977 r. otrzymał wyróżnienie na Spotkaniach Zamkowych "Śpiewajmy Poezję" w Olsztynie, rok później II nagrodę na Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie
i pierwszą nagrodę na warszawskiej OPPIE.
Profesor Aleksander Bardini wręczając mu nagrodę w Krakowie powiedział, że Andrzej Poniedzielski jest chodzącym przykładem tego, jak nie należy zachowywać się na
scenie - szeptem zaś dodał, by nigdy nie przestał się tak właśnie zachowywać...
Od kilku lat współtworzy wieczory kabaretowe w Łódzkiej Piwnicy Artystycznej "Przechowalnia". W 2002 ukazała się jego autorska płyta "13 łatwych utworów
tanecznych", a w księgarniach nadal (być może) można kupić tomik andrzejowych wierszy, który ukazał się w cyklu "Biblioteka Bardów".
Coraz częściej można Andrzeja zobaczyć na telewizyjnym ekranie - ale nie jako śpiewającego autora, lecz jako satyryka, uszczypliwego komentatora teraźniejszości, czy
konferansjera. Właśnie jego konferansjerka stanowi sztukę samą w sobie - dlatego bardzo trudno było mi zapowiadać jego występ na gołdapskim "Zajeździe Bardów". Do
tego stopnia skupiłem się na niepopełnieniu jakiejś gafy, że dzięki mojej pokrętnej zapowiedzi Andrzej spędził blisko godzinę za kulisami w oczekiwaniu na swój występ.
Ale kiedy po tym zajściu przeprosiłem go za to nieporozumienie, Andrzej spojrzał w czubki swoich butów, uśmiechnął się i rzekł "przecież nic się takiego nie stało".
Dziś i ja próbuję patrzeć w czubki moich butów, lecz nie znajduję w nich ani natchnienia, ani tym bardziej spokoju ducha.
Buty, czy może duch nie ten?